sobota, 24 kwietnia 2010

27 kwietnia 2010 - XI spotkanie Wrocławskiego Klubu Przyjaciół Camino

We wtorek 27 kwietnia 2010 o godz. 18.00 w sali multimedialnej (na dole, za sektorami) budynku Sektor3 przy ul.Legnickiej 65 (obok zajezdni tramwajowej) odbędzie się kolejne - XI spotkanie Wrocławskiego Klubu Przyjaciół Camino.

Tematyka spotkania to:

1. Jak przebiega droga Andrzeja i Staszka (są już w Bawarii).

2. Piątkowy wyjazd do Jakubowa na spotkanie z arcybiskupem Julio Barrio Barrio ze Santiago de Compostela

3. Przygotowania do przejścia przez Wrocław sztafety niosącej przez Polskę "kij pielgrzyma"

4. Stan przygotowania do pielgrzymki grupy osób udających się do Saint-Jean-Pied-de-Port w dniu 16 czerwca br. Pokaz multimedialny.


Uwaga: W górnym menu znajdują się zakładki:
1. CO DALEJ? - tam plany i zamierzenia Wrocławskiego Klubu Przyjaciół Camino
2. KOFLUK - tam link do bloga o wędrówce Andrzeja i Staszka z Wrocławia do Santiago de Compostela

niedziela, 11 kwietnia 2010

25 kwietnia 2010 Niedziela - Sanktuaria "NMP Na Pólku" i na "Świętym Marku"

Oba sanktuaria leża na trasie projektowanego szlaku Świętego Jakuba - fragmentu dawnego traktu z południowego Mazowsza przez Piotrków na Śląsk, który prowadzić będzie przez obok obu tych sanktuariów.

W niedzielę 25 kwietnia 2010 będzie niepowtarzalna okazja uczestniczenia w pielgrzymce autokarowej z Wrocławia na Święty Marek (60 km od Wrocławia) i Na Pólku (80 km od Wrocławia). Są jeszcze nadal wolne miejsca w autokarze!

Program jest następujący:

7.15 Wyjazd z kościoła pw.sw.Maksymiliana Marii Kolbego przy ul. Horbaczewskiego we Wrocławiu

7.20 zabieramy pielgrzymów z kościoła Opatrzności Bożej na Nowym Dworze

7.30 zabieramy pielgrzymów z kościoła pw.Opieki sw.Józefa (ul.Ołbińska)

9.15 Przyjazd do Sycowa - wejście do Muzeum Ziemi sycowskiej i zwiedzanie Rynku z przewodnikiem

9.50 Nawiedzenie kościoła pw.św.Piotra i Pawła z którego wyruszy piesza pielgrzymka.

9.55 Zbiórka przed kościołem

10.00 Uroczysty procesyjny wymarsz kilkuset pielgrzymów na „historyczną” trasę liczącą ok. 2,5 km.

12.00 Msza św. odpustowa w zabytkowym drewnianym kościele na św.Marku

14.15 Wyjazd na Pólko k.Kępna i tam udział we Mszy św. o godz. 15.00

16.00 – 16.30 O sanktuarium na Pólku opowiada kustosz sanktuarium

16.30 Wyjazd w drogę powrotną

17.30 – 18.30 Spotkanie przy ognisku w arboretum leśnym w Stradomi (na odcinku powrotnej drogi miedzy Sycowem i Oleśnicą)

18.45 – 19.30 Powrót do Wrocławia

Koszt 25 zł

Zapisy u Pawła – tel.727-240-032


KOŚCIÓŁ ŚWIETEGO MARKA – SYCOWSKA CZĘSTOCHOWA - Odpust 25 kwietnia








Drewniany kościół filialny pw. św. Marka we wsi Święty Marek pod Sycowem wzniesiony został w roku 1622 na łagodnym wzgórzu pośród starego, malowniczego cmentarza. Po najstarszych grobach pozostały już tylko porośnięte bluszczem kopczyki i wzniesienia oraz spróchniałe krzyże i sterczące słupki. Niegdyś wzgórze znane było jako miejsce kultu św. Marka, do którego pielgrzymowali wierni z całego pogranicza śląsko-wielkopolskiego. Wielowiekowa tradycja pieszych pielgrzymek, uroczystych odpustów i procesji sprawiła, że Święty Marek nazywany jest sycowską Częstochową. Pierwsza źródłowa wiadomość o uroczystościach odpustowych pochodzi z roku 1626. Źródła z początków XX w. podają, że podczas procesji pątnicy śpiewali równocześnie i zgodnie w dwóch językach pieśń „Ciebie Boże wysławiamy”, ci, którzy szli z przodu – po niemiecku, a ci, którzy szli z tyłu – po polsku. Drogę z Sycowa do Świętego Marka wyznaczają kamienne stacje Drogi Krzyżowej, ufundowane przez sycowian w latach 1923-1924. We wsi stoją dwie drewniane studzienki pątnicze – św. Marka i św. Jana, wyrzeźbione w latach 2003-2004 przez oleśnickiego artystę rzeźbiarza Zbigniewa Podurgiela.


Kościół NMP „Na Pólku”
koło Bralina (za Sycowem)




Drewniany kościół odpustowy p.w. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny na "Pólku" pod Bralinem zbudowano w 1711r. Początki kościoła, sięgają przełomu XIII i XIV w. Związane są one z cudownym przenoszeniem się parafialnego obrazu Matki Bożej na pole pod Bralinem.
Dla upamiętnienia tych wydarzeń postawiono krzyż a później kapliczkę. W 1630 roku, podczas epidemii cholery, zostało uzdrowionych 10 osób. W podziękowaniu ślubowali, że przyczynią się do wybudowania większego kościoła. Budowę ukończono w 1711 roku.
Kościół usytuowany jest w szczerym polu. Do dnia dzisiejszego jest miejscem licznych pielgrzymek. Sanktuarium to jest jednym z najwspanialszych przykładów polskiego budownictwa drewnianego.

piątek, 9 kwietnia 2010

Informacje o drodze Andrzeja i Staszka

Bieżące informacje o aktualnym miejscu pobytu oraz o drodze Andrzeja Kofluka i Staszka Ozdoby - zdążających z Wrocławia do Santiago de Compostela należy odtąd szukać na blogu:
www.kofluk.blogspot.com.pl

sobota, 3 kwietnia 2010

Andrzej Kofluk i Staszek Ozdoba wyruszyli z Wrocławia do Santiago de Compostela - pieszo - będą szli 4 miesiące i pokonają ponad 3500 km

Odpowiadając na Apel papieża Jana Pawła II wygłoszonego w Santiago de Compostela w roku 1982, "aby jednocząca się Europa powróciła do swoich korzeni chrześcijaśskich", Andrzej Kofluk (lat 60) i Staszek Ozdoba (lat 64) wyruszyli we wtorek 6 kwietnia 2010 na szlak Świętego Jakuba „z progu domu” i swojego kościoła. W ten sposób przywracają tradycję pielgrzymowania do Grobu św.Jakuba Apostoła Starszego w Hiszpani, który to pątniczy szlak był bardzo popularny i uczęszczany w wiekach średnich.

Rozpoczęli od uczestnictwa we mszy św. w kościele pw.św. Maksymiliana Marii Kolbego o godz. 6.30 rano. O godzinie 7.00, po błogosławieństwie na drogę, udzielonym przez ks.Waldemara Czarnotę, wyruszyli na liczącą ponad 3500 km drogę, którą zamierzają przebyć pieszo, idąc przez Środę Śląską, Legnickie Pole, Lubań, Zgorzelec, Goerlitz, Zittau, Pragę, potem przez Niemcy, Szwajcarię, Austrię, Francję i niemal cała Hiszpanię do Santiago de Compostela.
Grupa pielgrzymów i przewodników turystycznych odprowadziła ich do Leśnicy. Pierwszego dnia Andrzej i Staszek zamierzają dotrzeć do Środy Śląskiej albo do Proszkowa (4 km dalej. W drugim dniu udadzą się w kierunku Legnickiego Pola, omijając Legnicę. W sobotę wieczorem powinni dotrzeć do Lubania a w niedzielę - do Zgorzelca. Granicę Polski przekroczą prawdopodobnie w poniedziałek w godzinach porannych i będą szli dalej przez "worek żytawski" tzw. "drogą żytawską" przez Zittau do Pragi czeskiej.
Będziemy na bieżąco podawać tutaj aktualną ich pozycję oraz skrótowo ich przygody w drodze. Pełna relacja będzie możliwa po ich powrocie.

Z ostatniej chwili: Andrzej i Staszek dotarli po godz. 20.00 do Proszkowa za Środą Śląską i tam zostali przyjęci bardzo gościnnie na nocleg, który określili mianem "królewski". Ale więcej szczegółów jutro!

Oto zdjęcia z ich pożegnania przy kościele pw.św.Maksymiliana Marii Kolbego na Gądowie. Są tez tutaj zdjęcia wykonane przy pierwszych mijanych kościołach: św.Jadwigi na Kozanowie oraz Macierzyństwa NMP na Pilczycach. Obyczaj pielgrzymi
nakazuje bowiem nawiedzić wszystkie mijane po drodze kościoły, a gdyby były zamknięte w tym czasie, pomodlić się przy ich drzwiach.








































Uwaga: Najświeższe informacje o Drodze Andrzeja i Staszka podawane będą odtąd na specjalnym blogu www.kofluk.blogspot.com , który będę dla nich prowadzić.

piątek, 2 kwietnia 2010

Droga Jakuba Sobieskiego po Europie 1607-1613

X spotkanie Wrocławskiego Klubu Przyjaciół Camino odbyło się we wtorek 30 marca 2010 w sali multimedialnej na parterze w Sektorze3, przy ul.Legnickej 65, czyli w siedzibie Stowarzyszenia "Przyjaciele Dróg Świętego Jakuba w Polsce". Poświęcone ono zostało niemal w całości Drodze Jakuba Sobieskiego po Europie w latach 1607-1613. Była wyświetlana prezentacja multimedialna o jego drodze.

Jakub Sobieski herbu Janina ur. 5 maja 1590 w Żółkwi, syn kasztelana i wojewody Marka Sobieskiego i Jadwigi ze Snopkowskich, jako 17-letni chłopak wyruszył w roku 1607 z Żółkwi (obecnie Ukraina, ok. 40 km za granicą Polską) do Paryża, a w roku 1611, czyli niemal 400 lat temu, do Santiago de Compostela w Hiszpanii.

Droga Jakuba Sobieskiego wiodła z Żółkwi przez Lublin, Sandomierz, Kraków, Pragę, Pilzno, Norymbergę, Strasbourg, Nancy do Paryża. Następnie z Paryża odbył wyprawę przez Amiens, Calais do Londynu i stamtąd przez Ostendę do Brukseli, później przez Hage i Amsterdam do Kolonii, aby w końcu przez Reims wrócić do Paryża. Następnie z Paryża wyprawił się przez Orlean, Tours, Poitiers, Saintes, Bordeaux, Bayonne, Pampelunę, Burgas, Valladolid, Palencję, Leon i Ovuedo do Santiago de Compostela, do którego dotarł w roku 1611.

Niemniej ciekawa była jego droga powrotna. Jakub wędrował bowiem przez Porto, Coimbrę, Lizbonę, Sewillę, Kordobę, Toledo, Aranjuez, Madryt, Pampelunę, Bajonne, Tuluzę, Montpelier, Avignion, Valence, Lyon, Turyn, Mediolan, Genuę, Florencję, Sienę do Rzymu, a następnie przez Neapol, Ankonę, Bolonię, Wenecję do Wiednia, a później przez Brno, Ołomuniec, Ostrawę, Kraków, Sandomierz i Lublin z powrotem do Żółkwi w roku 1613. Miał wtedy 23 lata.

Myśl o pielgrzymce do obu świętych miast: Santiago de Compostela i do Rzymu podjął prawdopodobnie podczas pobytu w Paryżu. Poniżej dokładna mapa jego Drogi po Europie. Można kliknąć (nawet dwukrotnie) w mapkę, aby powiększyć jej rozmiar i przesuwać obraz za pomocą pasków przewijania.





Święty Jakub sowicie wynagrodził swojemu imiennikowi trudy jego pielgrzymki, gdyż Jakub Sobieski po powrocie do Polski błyskawicznie awansował. Od 1617 (a więc gdy miał lat 27) był dworzaninem królewskim, krajczym wielkim koronnym od 1628 roku, podczaszym od 1636 roku, wojewodą bełskim od 1638 roku, wojewodą ruskim od 1641 roku, kasztelanem krakowskim od 1646 roku. Był starostą miast: Trembowla, Krasnystaw, Jaworów, Stryj, Kałusz, Bar, Tuchola i Gniew. Posiadane starostwa przynosiły mu znaczne dochody, co znacząco podniosło pozycję rodu Sobieskich.

Wybrany jako poseł na siedem sejmów między 1623 a 1632 rokiem, jako marszałek sejmu prowadził obrady sejmu w Warszawie od 24 stycznia do 5 marca 1623 oraz od 27 stycznia do 10 marca 1626 roku, a także sejmu nadzwyczajnego w Warszawie od 27 czerwca do 18 lipca 1628 oraz sejmu elekcyjnego w Warszawie, który trwał od 24 września do 15 listopada 1632 roku. Jako marszałek Sejmu z 1626 r. witał Zygmunta III tradycyjną oracją, w której oddając hołd zasługom króla, wywodził wyższość wolnej elekcji i wolności szlacheckich nad rządami siły i despotyzmem. "Zawstydziła w tej mierze Rzeczpospolita nasza te narody, którym dziedziczni rozkazują monarchowie" - mówił wówczas.

Po ślubie z Zofią Daniłowiczówną jego bogactwo wzrosło, ponieważ Zofia wniosła dziedzictwo rodziny Żółkiewskich i część dóbr rodziny Daniłowiczów.
Był bardzo rozważny w swoich radach, był więc szanowaną osobą. Członek wielu komisji, często występował jako mediator lub jako obrońca osieroconych dzieci. W polityce przeważnie popierał plany króla, ale zawsze był obrońcą praw szlachty i tolerancji religijnej.

Brał udział w wyprawie królewicza Władysława na Moskwę w 1617 r., zostając ranny przy nieudanym jej szturmie. Następnie uczestniczył w wyprawie chocimskiej w 1621 r. W kolejnych latach brał udział w prawie wszystkich wojnach Rzeczypospolitej, walcząc z Rosjanami, Turkami, Tatarami, Szwedami i Kozakami.

Był słynnym oratorem i parlamentarzystą. Uczestnik wypraw wojennych na Rosję w latach 1617-1618 (tzw. Dymitriad), był członkiem rady wojennej króla Władysława IV. Brał udział w negocjacjach z Rosją w Dywilnie w 1618 roku. Brał udział w ekspedycji chocimskiej przeciw Imperium osmańskim w 1621 roku oraz ekspedycji przeciw Abazemu Paszy w 1633 roku. Negocjował również z Szwedami w rozejm w Sztumskiej Wsi w 1635 roku.

Pod sam koniec życia, w 1646 r. nominację na najwyższy senatorski urząd świecki w Rzeczypospolitej - kasztelanię krakowską. Kasztelan-nominat zmarł jednak wkrótce potem w dniu 13 czerwca 1646 r. w swojej rodzinnej Żółkwi.

10 sierpnia w Paryżu, gdzie wiadomość o śmierci ojca zastała synów Jana i Marka, odbyła się msza żałobna z udziałem wielu znaczących ludzi we Francji, celebrowana przez samego legata papieskiego. Oprócz aktu kurtuazji według synów, świadczyło to też o pozycji i prestiżu, jakim cieszył się zmarły. W opinii siedemnastowiecznego angielskiego biografisty był "osobą wybitną zarówno dzięki swym umiejętnościom w sprawach państwowych, jak też odwadze i zdolnościom dowódczym w polu".

Po ekspedycji chocimskiej w 1621 roku napisał Commentariorum chotinensis belli libri tres (Pamiętnik wojny chocimskiej), który opublikował w 1646 roku w Gdańsku. Dzieła tego użył Wacław Potocki pisząc poemat Transakcja wojny chocimskiej. Jest autorem instrukcji napisanej na podróż jego syna do Krakowa (1640) i Francji (1645), która mieściła w sobie zasady najlepszego kształcenia.

Jakub Sobieski jest również autorem Diariusza sejmu koronacyjnego w Krakowie w 1633 roku, który opublikowany został w 2008 r. w Wydawnictwie Uniwersytetu Opolskiego w opracowaniu Włodzimierza Kaczorowskiego.

Do rangi dzieła urosła też instrukcja, którą wypisał w 1640 r. Pawłowi Orchowskiemu, opiekunowi jego synów w trakcie ich podróży na studia do Krakowa. Jakub Sobieski wyjaśnia w niej, dlaczego należy zdobywać wiedzę i które z dziedzin nauki należy pogłębiać, wypisując dalej listę języków obcych i umiejętności do nauczenia oraz sposobów, w jaki synowie mają je przyswoić, a także wskazówki dotyczące utrzymywania higieny osobistej, ćwiczenia pobożności i relaksu w czasie wolnym. Jakub Sobieski polecał zdobycie przez synów gruntownej znajomości języków: łacińskiego i niemieckiego. Polecał również przyswajanie francuskiego, włoskiego oraz rozpoczęcie nauki tureckiego. Tę instrukcję możemy znaleźć w internecie pod adresem http://www.camino.net.pl/biblioteka/?p=135 - Dziennik podróży po Europie Jana i Marka Sobieskich oraz przydatna instrukcja ojca Jakuba Sobieskiego, Wojewody Ruskiego, dana synom jadącym za granicę


Oprócz nauki słownictwa i zasad gramatyki ojciec nakazywał też konwersację w językach obcych, tłumacząc, że "milczeniem żaden się żadnego języka nie nauczył". Kwintesencją instrukcji stał się jej punkt siódmy: "Głupimi szlachcie starożytnej w jakiejkolwiek u ojczyzny swojej ekspektacyjej szpetnie zgoła być. Nauka wszędzie człowieka zdobi, i na wojnie, i u dworu, i doma, i w Rzeczypospolitej widzimy to, że ludzie więcej sobie ważą chudego pachołka uczonego aniżeli pana wielkiego a błazna, co go sobie więc palcem pokazują". Instrukcja uznawana jest za wyraz ideału wychowawczemu, któremu hołdował Jakub Sobieski. Stał on w opozycji współczesnych tendencji sarmackich w oświacie oraz wychowaniu i nawiązywał do najlepszych wzorców renesansowych, co wystawia Sobieskiemu opinię niezwykle światłego i wyprzedzającego pod tym względem większość szlachty człowieka.

Trzydzieści lat po śmierci Jakuba Sobieskiego, jego syn Jan został obrany królem Polski, który później pokonał Turków pod Wiedniem - w 70 lat po powrocie ojca ze Santiago de Compostela. A przecież i w Wiedniu również Jakub Sobieski był.

Jakub Sobieski


czwartek, 1 kwietnia 2010

III Przejście Drogą Żytawską 26-28 marca 2010 Bily Kostel - Mnihove Hradiszcze

W sumie 19 osób wzięło udział w tym przejściu: 16 osób przez cały czas i 3 osoby tylko w sobotę

A odbyło się to wszystko tak:

Piątek 26 marca godz. 7.05 Wyjechaliśmy pociągiem pośpiesznym pośpiesznym z Dworca Głównego we Wrocławiu do Goerlitz. Potem po przesiadkach w Goerlitz i Zittau dotarliśmy ok godz. 11.40 do miejscowości Bily Kostel, gdzie zakończyliśmy nasze Przejście nr II w grudniu ubiegłego roku.
Na zdjęciach poniżej zdjęcia z naszej podróży do Bilego Kostela:







































































W Bilym Kostelu jest kościół, którego biała wieża widoczna z oddali, zachęcała do tego, aby tam właśnie rozpocząć nasze Przejście. Kiedy w grudniu dotarliśmy do tego miejsca, nie mieliśmy jeszcze świadomości, że to jest już, niestety, "były kościół".
Teraz, kiedy dotarliśmy do niego, zauważyliśmy samochód, z którego robotnicy przenosili do kościoła jakieś sprzęty. Pozwolili oni nam wejść do kościoła. Weszliśmy bocznymi drzwiami, obok prezbiterium.




Niestety, widok, jaki zastaliśmy wewnątrz, był tragiczny. Dla wierzących katolików to był szok. W prezbiterium ani śladu ołtarza, tabernakulum, ambony, krzeseł dla księdza czy służby liturgicznej. Wewnątrz kościoła jakieś nowe stoły i ławki oraz krzesła. Podłoga w kościele pokryta nowymi kaflami, podobnie w prezbiterium.
Robotnicy wyjaśnili nam, że w czasach komuny ołtarz i sprzęty kościelne zostały wywiezione w niewiadomym kierunku. A teraz ten kościół ma służyć jako miejsce na wesela, przyjęcia i pewnie również zabawy. A w prezbiterium grać będzie orkiestra...



































Przygnębieni wyszliśmy na zewnątrz kościoła. Połączyłem się telefonicznie z ks.Markiem, który właśnie szedł "z Panem Jezusem" do chorych. Ustawiłem komórkę na "głośnomówiącą", a ksiądz Marek udzielił nam błogosławieństwa na drogę, czyniąc tam u siebie w Lubaniu znak krzyża bursą z Panem Jezusem, którego miał przy sobie, idąc do chorych. Tak więc była to symboliczna ponowna obecność Pana Jezusa w Bilym Kostelu. Powinniśmy modlić się o to, aby był to początek ponownego nawrócenia się ludzi w tej miejscowości.

Około godziny 12.00 wyruszyliśmy w drogę, kierując się na Chrastawę. Już po 4 kilometrach dotarliśmy do Chrastavy, z kościołem św.Wawrzyńca. Kościół był o tej porze zamknięty, więc w jego cieniu odpoczywaliśmy pół godziny.
























































Po wyjściu z Chrastavy, kolejny nasz odpoczynek znajdowała się pod kościołem w Andelskiej Horze.





Napotkani koło kościoła ludzie poinformowali nas, że za czasów komuny wszystko zostało z kościoła zabrane i wywiezione w niewiadomym kierunku. A obecnie znajduje się w nim atelier jakiegoś artysty.




































Następnie udaliśmy się w dalszą drogę i dotarliśmy do uroczej łużyckiej wioski Dolina Krzysztofa (Krystofovo Udoli), w której znajdował się ładny drewniany kościółek pw.św.Krzysztofa. Pan kościelny krzątał się właśnie w obejściu kościoła i otworzył nam kościół. dzięki temu mogliśmy wejść i podziwiać jego wnętrze:








































































































Ponieważ był to piątek przed Niedziela Palmową poprowadziliśmy wokół kościoła pw.św.Krzysztofa Drogę Krzyżową z rozważaniami napisanymi przez wrocławskiego poetę Kazimierza Kociołka. Po wyjściu z doliny Krzysztofa udaliśmy się do kolejnej miejscowości - Kriżany - wioski, w której miał być nasz nocleg, pod numerem 174 "U Babiczki Liduszki". Ten nocleg załatwił nam czeski przewodnik Miroslav Teszina - mieszkaniec tej okolicy. Wkraczaliśmy do Kriżan już po ciemku, ale przyjęcie jakie zgotowała nam "babiczka Liduszka" przeszło nasze najśmielsze oczekiwanie.









































W sobotę 27 marca 2010 pożegnaliśmy babiczkę Liduszkę i o godz. 8.00 wyruszyliśmy na szlak wiodący teraz do Czeskiego Dubu, w którym znajduje się sanktuarium św.Ducha oraz Komandoria Joannitów - miejsce pobytu i działalności świętej Zdzisławy. Przy wyjściu z Kriżan spotkaliśmy Mirosława Teszinę - przewodnika czeskiego, który nam załatwiała nocleg u babiczki Liduszki. Obdarowała nas mapą okolicy, abyśmy nie pobłądzili, ale jak się później okazało, Świeta Zdzisława i Duch Święty, mieli chyba jakieś inne plany wobec nas. W drodze odmawialiśmy Różaniec i koronkę do Ducha świętego, której uczył nas pielgrzym o pseudonimie "Havel". Minęliśmy kościół św.Mikołaja w miejscowości Svetla pod Jestedem:





Później poszliśmy dalej i dołączył do nas ksiądz Marek Kurzawa z Lubania, który na ile tylko może stara się uczestniczyć w naszych pielgrzymkach. Przybyła też Krystyna Zabrocka z mężem.















































Po przybyciu do sanktuarium w Czeskim Dubie okazało się, że nie ma możliwości wejścia do kościoła, gdyż kapłan wyjechał na spotkanie księży u biskupa diecezjalnego. Staliśmy więc pod sanktuarium bardzo zmartwieni tym faktem. To był mój błąd i moje niedopatrzenie, bo przecież mogłem wcześniej zadzwonić z Polski i uprzedzić o naszym przybyciu.










































































Teraz przyszedł czas na wypoczynek. Udaliśmy się więc do małej restauracji w Rynku aby się posilić i odpocząć przed dalszą drogą.

















W restauracji nastąpił spontaniczny podział naszej grupy na dwie podgrupy. Osiem osób, które odpoczęły wcześniej, postanowiło wyjść w drogę wcześniej, idąc w kierunku kościoła Świętego Jakuba w Letarzowicach i noclegu w Libiczu. Pozostałe osoby odpoczywały pół godziny dłużej i wyruszyły w ślad za nimi. W tej drugiej grupie byłem i ja, dlatego poniższe zdjęcia zostały wykonane przez nas, uczestników II podgrupy. Niestety, zabłądziliśmy, lub raczej jakaś Siła Wyższa ściągnęła nas po przebyciu około 8 dość ciężkich kilometrów przez pola i lasy na powrót do Czeskiego Duba - do sanktuarium Ducha św. Widocznie nie wolno nam było opuścić sanktuarium bez obecności na Mszy św. w nim. Poniżej zdjęcia z odcinka, na którym zabłądziliśmy i zatoczyli koło wokół Czeskiego Duba:





















































Kiedy po wyjściu z lasu nieoczekiwanie dla nas okazało się, że znów jesteśmy w Czeskym Dubie, to był dla nas mały szok. Natychmiast podjęliśmy decyzję, że w takim razie trzeba tu zostać na noc i na drugi dzień rano tutaj wziąć udział w uroczystościach Niedzieli Palmowej w Sanktuarium. Poszukiwania noclegu nie trwały długo. Znaleźliśmy niedrogi nocleg w hotelu przystadionowym.






































W niedzielę 28 marca 2010

Rankiem udaliśmy się na mszę św. Niedzieli Palmowej, która była sprawowana w sanktuarium Ducha św. o godz. 8.00. W kościele była garstka ludzi. Może ze 20 osób. Uroczystość Niedzieli Palmowej zaczęła się na dziedzińcu kościoła. Tam było poświecenie palm i odczytana Ewangelia. Z palmami i śpiewem procesyjnie wkroczyliśmy do kościoła. Męka Pańska była czytana w języku czeskim: ksiądz i dwie osoby w asyście. Po mszy św. pamiątkowe zdjęcia z księdzem w prezbiterium. To wszystko na zdjęciach poniżej:
























































Po wyjśąciu z kościoła mieliśmy ponad dwie godziny czasu do odjazdu autobusu do Liberca, więc spędziliśmy go w kawierence w Rynku na rozmowach o naszym Przejściu oraz o planach na przyszłość:


























Następnie mały spacer po uliczkach Czeskiego Dubu i oczekiwanie na przyjazd autobusu do Liberca.























W końcu udaliśmy się w drogę powrotną do Wrocławia, najpierw autobusem do Liberca, potem pociągiem z Liberca do Zittau, z Zittau do Goerlitz i z Goerlitz do Wrocławia.




















W pociągu spotkaliśmy uczestników podgrupy I (osiem osób), którzy doszli w sobotę do samego Mnihovo Hradiszcze i tam nocowali.

A oto jak wyglądało ich przejście (relacja Mieczysława Karkułowskiego):
I-a grupa pątników /połowa wędrujących/ przeczuwając, że „droga daleka a dzień krótki” po wspólnych konsultacjach wyruszyła z rynku Czeskiego Dębu niebieskim szlakiem w kierunku Mnichovo Hradiszte. Szlak prowadził poprzez przedmieścia miasteczka związanego z kultem św. Zdzisławy z Lemberku na leśny dukt cały czas pod górę, miejscami dość uciążliwą drogą. Często zwłaszcza na rozstajach leśnych dróg zastanawialiśmy się jak iść dalej bo oznaczenia szlaku gdzieś ginęły. Ale najlepiej w takiej sytuacji iść na wprost i taka filozofia okazała się słuszna. Po wyjściu z lasu ukazał się nam rozległy płaskowyż, wykorzystywany rolniczo. Nie mogąc przejść go na wprost /mokro po deszczu/ musieliśmy go obejść od prawej strony, wzdłuż lasku. Towarzyszyła nam spora grupa saren. Spostrzegawczy już zaczęli dostrzegać na tle lasu górną część charakterystycznej wieży kościoła w Letarzowicach. Po wejściu na drogę asfaltową ponownie zauważyliśmy oznakowania niebieskiego szlaku, który doprowadził nas do kościoła św. Jakuba. Kościół był zamknięty ale my nie daliśmy za wygraną. Po krótkich poszukiwaniach znaleźliśmy człowieka, który posiadał klucze i chętnie oprowadził nas po tej perełce architektonicznej. Sufit kościoła z 98 obrazami w formie kasetonów z których 60 przedstawia historię życia św. Jakuba Starszego /”czytać” należy od prawej do lewej strony/ był ostatnio odrestaurowany jak i drewniana 16 w. figura św. Jakuba. Wokół kościoła znajduje się cmentarz z ciekawymi nagrobkami. Należy także wspomnieć o małej, wolnostojącej obok kaplicy, w której ołtarz wykonano z czaszek i kości. Klucze od tego kościoła znajdują się u P. Picha, 3-ci budynek /murowany z cegły/ idąc polną drogą za kościołem ok. 150 m.
Dalej niebieski szlak doprowadził nas do asfaltowej drogi wzdłuż rz. Mohelki, która meandrując doprowadziła nas aż do Mohelnicy /tu wpada do rz. Izery/. W Mohelnicy n/Izerą miał być nasz upragniony nocleg. Po drodze „ubytowania” były jeszcze nieczynne /sezon zaczyna się dopiero w maju/, bądź jak to miało miejsce w m. Libicz, gdzie był CykloHotel z restauracją /U Brożu/ tel. 48 514 89 70 awaria instalacji wodnej po zimowych mrozach. Mogliśmy tu jedynie tylko się posilić, trochę odpocząć i mile w cieple, pogawędzić z gospodarzem i właścicielem tego miejsca, który roztaczał wizje i plany adaptacji licznych zabudowań na noclegownie, hotel i wygodniejszą restaurację dla rowerzystów i wędrowców, zapewniając na odchodne, że w Mohelnicy będą noclegi.
W Mohelnicy niestety przykra dla nas niespodzianka. Okazało się, że noclegów tu także nie uświadczysz a zaczynało się robić już szybko ciemno. Do Mnichovo Hradiszta pozostało ok. 4,5 – 5 km a więc ok. 1 godz. drogi. Autobusy już o tej porze nie kursują, taxi też w tej miejscowości brak. Z opresji wybawił nas miejscowy klient restauracji, który swoim osobowym samochodem dwoma kursami /po 4 osoby/ zawiózł nas do celu naszej dzisiejszej wędrówki. Po krótkich poszukiwaniach noclegu znaleźliśmy się w sympatycznym Pensjonacie „U Mydlaru”, tuż za dworcem kolejowym na zasłużonym odpoczynku w bardzo dobrych warunkach.
Nazajutrz połowa naszej grupki, po śniadaniu udała się na pobieżne zwiedzanie miasteczka. Nawiedziliśmy w pierwszym rzędzie kościół św. Jakuba w którym o godz. 8.00 rozpoczęła się Msza św. i o dziwo jak na czeskie warunki był zapełniony wiernymi. Następnie poszliśmy do monumentalnego pałacu, który oglądaliśmy z zewnątrz /otwarty codziennie dopiero od maja/ oraz pobliskiego kościoła Trzech Króli w którym znajduje się kaplica św. Anny i nagrobek właściciela tych dóbr słynnego Albrechta Wallsztajna. Po powrocie do pensjonatu, zabraniu plecaków ruszyliśmy już wszyscy na pobliski dworzec by o godz. 11.00 odjechać do Liberca a następnie do Zittau. Tu jeszcze w oczekiwaniu na pociąg do Gorlitz w trójkę odwiedziliśmy katolicki kościół skąd o godz. 15.00 miała wyruszyć ekumeniczna Droga Krzyżowa do Porajowa.
W ten sposób kolejne przejście przeszło do „historii”. Dziękujemy sobie wzajem za wszystko czego dobrego doświadczyliśmy na tym przejściu, za trud, wyrzeczenia, czasem niedogodności i uciążliwości. Nigdy nie zapominajmy, że na tych szlakach zawsze nam towarzyszy, wspiera nas i jest naszym najlepszym przyjacielem Ten, który powiedział „Yo Soy, El Camino, La Verdad, Y La Vida”.

A oto zdjęcia wykonane przez uczestników grupy I:
























































W kwietniu kolejnego przejścia nie będzie. Również organizacja kolejnego przejścia w maju jest bardzo mało prawdopodobna, ze względu na przygotowania do czerwcowego wyjazdu części uczestników Przejścia do Pirenejów francuskich (Saint-Jean-Pied-de-Port) na camino Drogą francuską. Przejścia nasze będziemy wiec kontynuować dopiero na jesieni, po powrocie z Santiago de Compostela.

Z naszej strony jest pewna propozycja. Osoby, które w tym roku nie udają się na camino do Hiszpanii, mogą spróbować same zorganizować kontynuację przejść na Pragę Drogą Zytawską, z Czeskiego Duba lub Mnihovego Hradiszcza.

Wiele osób, które w ubiegłym roku uczestniczyło w Przejściach Via Regia po ziemiach polskich, a nie miało okazji iść z nami Drogą Żytawską ze Zgorzelca i Goerlitz, przez Hagenwerder, Ostritz, Marienthal, Hirschfelde, Hradek nad Nisou, Grabsztejn i Bily Kostel - mogłoby zorganizować sobie przejście ta trasą, a następnie na jesieni kontynuować "marsz na Pragę" wspólnie z nami.

A my planujemy na jesieni dwa 3-dniowe przejścia, które nas doprowadzą do Pragi. Pierwsze z tych przejść miałoby na starcie charakter wycieczki, gdyz po przyjeździe do Liberca udalibyśmy się tramwajem miejskim do podnóża góry Jeszted (to ta z ta wysoką wieżą na szczycie, dookoła której krążyliśmy), następnie wjazd kolejką na szczyt góry, godzinny pobyt na szczycie, połączony z oglądaniem pięknej panoramy okolicy ze szczytu, w tym samej Pragi, do której idziemy!

Potem zjechalibyśmy z góry kolejka, tramwajem wrócili pod Dworzec autobusowy (lub kolejowy) i udali się do Czeskiego Duba (jedni) lub pociągiem do Mnihove Hradiszcze (drudzy) w celu kontynuacji naszych przejść Drogą Żytawską. I w pierwszym dniu, czyli w piątek, nocleg (wcześniej załatwiony!) mógłby być nawet już po przejściu kilku kilometrów. Na przykład w Letarzowicach...